a?
RSS
czwartek, 10 września 2015
Pik
Jestem duchem. Umarłym wirutalnym czymś. Nie ma przecież mnie, byłem lat temu dziesięć. A jednak wchodzę tutaj i snuję się po pustych oknach opuszczonego bloga. Jest fajnie. Jest mrok. Może trochę się odumrę, ja Neuter, lat temu wiele własnymi rękoma odłączony od prądu. Mały zombie z odzysku wstaje do pisania.
środa, 02 września 2015
A?le
Ale to by były kurwa jaja, jakbym zaczął znów pisać...
piątek, 08 maja 2009
Koniec


Dotarłem do samego szczytu. Wyżej już się nie da. Wspinałem się z mozołem, wyczerpany niemal do śmierci. Zresztą  może i zginąłem gdzieś po drodze a to, co dotarło do wierzchołka to już tylko mój cień. Obolały, wygłodniały, poraniony, zmarźnięty, zabity przez wszystko, co zabijało mnie po drodze.
Ale doszedłem. Pierwszy raz. I wiem już, jak to jest być tu. Tu, gdzie widać cały świat. I chociaż przyszedłem tu sam i siedzę wśród pustych, milczących grani, choć przykra świadomość tego, że Nikt tu na mnie nie czekał boli, czuję dumę. Wielką, rozpierającą się na wszystkie strony spowitego gdzieś niżej w chmurach świata, leżącego poniżej słynnej góry na literę eM.
Jestem dumny, bo nie pokonały mnie przepaście, pionowe ściany, śnieg, deszcz, lawiny, mróz, skwar, wilki, niedźwiedzie i wszystko inne, co stało na drodze a czego zawsze tak potwornie się bałem.

Jestem wolny.


***

Dziękuje Wam wszystkim za te ponad cztery lata tutaj. Za wszystkie komentarze, za Wasze notatki, czasami maile i rozmowy na gg i za tych kilka spotkań w niecnym realu. Do tych Was, których poznałem te słowa kieruje, do tych których nie - również. Myślę, że tak jak ja od Was wiele dostałem, tak Wy, mam nadzieję, wynieśliście też coś ode mnie. Żeby nie było zbyt smutno - "ja" nie ginę. Trochę jak w Robin Hoodzie - tym angielskim serialowym - zginął jeden, przyjdzie drugi, stąd te zapisy do budki. Neuter kończy swoją misję. Ale nie martwcie się, Łukasz jakoś się trzyma (na sam koniec się wydało:), a na pewno nie pozwoli, by jego blogowe alter-ego zniknęło. Pojawi się. Ktoś nowy. Dam znać kiedy. I gdzie. A jeśli do tej pory ktoś by za mną mocno tęsknił - neuter[x]gazeta.pl będzie nadal na chodzie.

Do napisania.
I dzięki raz jeszcze.
wtorek, 21 kwietnia 2009
Neuter i Random
Neuter i jego random powstali nagle i spontanicznie, choć jak zawsze bywa w takich sytuacjach, rodziło się to gdzieś pod powierzchnią niczym kiełkująca roślina sporo wcześniej. Któregoś dnia, tandem ów, przebił się na światło dzienne i od tamtej pory rósł, gnił, kwitł, umierał, ożywał, padał, dźwigał się. I tak ponad cztery lata.

Nazwy dobrane w sumie przypadkowo. Tytuł bloga nawet dosłownie. Im dłużej jednak żyję, tym bardziej przekonuję się, że nasze wybory przypadkiem do końca się nie zdarzają. "Ktoś" w podziemiach naszych dusz dokonuje za nas wyborów, gdy my nie chcemy. Bądź nie potrafimy. I w moim przypadku ów "ktoś", wyszeptał bezgłośnie, powołując do życia neutera - nijakiego usera. Oraz Random - przypadkowy blog. Widać takim właśnie się czułem. I przez tyle czasu, mniej lub bardziej byłem.

Z różnych powodów, przyczyn i po tysiącu przejść, przychodzi po czasie refleksja, że tak wcale być nie musi. Że nijaki już być nie chcę. I nie chcę być losowy. Ani losowany.

I o tym będzie nowa opowieść.
piątek, 17 kwietnia 2009
Warszawa

"Chciałem, by Warszawa była wielka. Wierzyłem, że wielką będzie. Ja i moi współpracownicy kreśliliśmy plany, robiliśmy szkice wielkiej Warszawy przyszłości. I Warszawa jest wielka. Prędzej to nastąpiło, niż przypuszczano. Nie za lat pięćdziesiąt, nie za sto lat, lecz dziś widzę wielką Warszawę. Gdy teraz do Was mówię, widzę ją przez okna w całej wielkości i chwale, otoczoną kłębami dymu, rozczerwienioną płomieniami ognia, wspaniałą, niezniszczalną, wielką, walczącą Warszawę.

I choć tam, gdzie miały być wspaniałe sierocińce, gruzy leżą, choć tam gdzie miały być parki, dziś są barykady gęsto trupami pokryte, choć płoną nasze biblioteki, choć palą się szpitale - nie za lat pięćdziesiąt, nie za sto, lecz dziś Warszawa broniąca honoru Polski jest u szczytu swej wielkości i sławy."

Warszawa... Wyglądam dziś przez okno na mój świat... Spowity gęstym dymem, gorejący tysiącem pożarów, usłany zwłokami marzeń z dziurami w czołach... Czy naprawdę dziś jestem wielki? Czy naprawdę tak wyglądać mam u szczytu swej wielkości i sławy? Czy trzeba mi było spalić cały świat? Po co? By chłonąć w nozdrza woń spalenizny? A może po to, by wybudować na zgliszczach coś nowego?

ps. zapisy do budki nadal trwają..

środa, 15 kwietnia 2009
Budka się zamyka...
Palec pod budkę bo za minutkę zamykamy....






BLOG.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56
Vale et me ama